Easy come, easy go? czyli dlaczego pieniądze to tylko narzędzie?
Pewnego dnia sięgając po swoją kartę płatniczą spotkał się z odmową sprzedaży eleganckiego garnituru. Brak środków na koncie. Nic, sięga po kolejną. To samo. Karta kredytowa. Przekroczył limit. Odchodzi zdenerwowany. Ile razy nie spotkaliśmy się z taką sytuacją? Chcemy zrealizować jakąś swoją potrzebę, a nagle zaczyna nam brakować na nią pieniędzy. Wtedy zwykle jesteśmy źli i chcemy przestać mieć problem z pieniędzmi, czyli posiadać ich niemal nieskończenie wiele. Niestety świat jest tak zbudowany, że pieniądze w naprawdę dużej ilości posiadają tylko nieliczni. Jednak czy pieniądza warunkują szczęście? Moim zdaniem nie, pomagają tylko nie przejmować się pewnymi sprawami.
Często słyszymy wyśmiewane: ?Pieniądze szczęścia nie dają?. Ja bym dodał: ?one je tylko umożliwiają?. Co wcale nie oznacza, że są do niego konieczne. Fakt, mając pieniądze nie musimy przejmować się wysokością płaconych rachunków, wydatkami w różnych sklepach czy najczęściej tym, że ?nie zabraknie nam do pierwszego?. Zapewniają nam bezpieczeństwo, ale jeżeli przyjrzymy się piramidzie Maslowa, wcale nie muszą wyczerpywać zagadnienia pt. ?potrzeba bezpieczeństwa?. Czy zabezpieczeni materialnie czujemy się rzeczywiście bezpieczni? Zwykle tak, szczególnie w społeczeństwach rozwiniętych, gdzie panuje porządek publiczny. Jednak i to nie wystarcza by poczuć się w pełni bezpiecznym. A więc dlaczego pieniądze są uświadamiane z bezpieczeństwem? W czasach, gdy dach nad głową w Warszawie kosztuje średnio 1500 zł miesięcznie (wynajem mieszkania przez dwoje ludzi) trudno nie utożsamiać tego z pieniędzmi. A jednak ja nadal twierdzę, że to nie wszystko.
Idąc dalej tą drogą, stwierdzamy, że przecież mając pieniądze możemy kupować inne dobra i dzięki temu ciągle zwiększać swój poziom zadowolenia. Jednak czy nabycie kolejnej plazmy o wielkości równej połowie ściany nie jest tylko pozornym wypchaniem swojego życia jakimś wydarzeniem, tak by coś się w nim działo? Czy konsumpcjonizm, makdonaldyzacja czy ipodyzacja nie niszczą tradycyjnych relacji społecznych i wymieniają je na nowe ? transakcyjne? Pewnie tak, pytanie tylko czy my się na to godzimy? Wierząc, że pieniądze są rozwiązaniem, godzimy się. W końcu i tak znajdujemy rzeczy/ludzi/uczucia, których nie można kupić płacąc pieniędzmi. Ale niektórzy twierdzą, że każdy ma swoją cenę? niekoniecznie wyrażoną w pieniądzu.
Czasy, gdy pieniądze były celem samym w sobie już dawno minęły. Dziś pieniądze są tylko narzędziem kupowania. Jednak ciągle wiąże się z tym podejście przedmiotowe, a nie tylko konieczność zabezpieczenia miejsca do spania i cieszenia się życiem. To właśnie dlatego niektórzy mniej zamożni potrafią odnajdować radość w rzeczach prostych. Z drugiej strony chcą się pozbyć lęku przed niepewnym jutrem. Ludzie są tak skonstruowani, że boją się niepewności, a ta wcale nie jest czymś złym?
Jestem traderem, zajmuję się spekulacją na rynkach walutowych. Pracuję z pieniędzmi, widzę przepływy tak duże, że szybko można stracić poczucie wartości pieniądza. I nadal uważam, że w życiu człowieka zainteresowanego swoim losem powinien być on bez znaczenia. Dlaczego? Rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy w spekulacji widzą szansę na lepsze jutro. Na wyrwanie się z marazmu, na poprawę swojego statusu, jakości życia. Dlaczego akurat spekulacja? Bo jest to jedna z metod szybkiego zarabiania niemałych pieniędzy, lecz niestety bardzo ryzykowna. Czy to pomaga ludziom osiągnąć ich pragnienia? Najczęściej nie. Jednak oni ciągle żyją wizją szybkich i łatwych pieniędzy, które rozwiążą ich problemy. Niestety, pieniądze nie rozwiążą wszystkich problemów.
Moje podejście do pieniądza jest bardzo proste. On przepływa. Pozwala nam zabezpieczyć podstawowe potrzeby, ale nie jest celem samym w sobie. Pozwala na dobrą zabawę, lecz nie on jest jedyną rozrywką. Warto spojrzeć na ludzi naprawdę bogatych. Ci pomagają innym, choćby dobrze prowadzą swoje koncerny, a także za pomocą fundacji. Oni zrozumieli, że to udzie są najważniejsi. Ci, znajdujący się w ich otoczeniu, a skoro posiadają naprawdę dużo, także inni. A czasem troska o drugiego człowieka jest tańsza niż próba kupienia tego samego?
Fakt, niemożność zrealizowania swoich potrzeb jest frustrująca. W tym przypadku, zakupu markowego garnituru. Ale czy naprawdę jest to najważniejsza potrzeba? Zatrzymajmy się i zwróćmy uwagę na innych. A jeżeli to Cie nie przekonuje, pamiętaj, że dwoje zawsze ma więcej? ;).
Mateusz Niwiński
http://blog.viixpublish.info/

